Ola i Tomek | Prawdziwie roztoczański, leśny plener poślubny

15 marca 2019

 

Bardzo ich lubię. Nawet nie pamiętam dnia, w którym się poznaliśmy, ale spędziliśmy mnóstwo czasu siedząc w piwnicy, w bloku z wielkiej płyty. To była magiczna piwnica: z fotograficznymi lampami, tłami, albumami i ciemnią. Wywoływaliśmy zdjęcia, robiliśmy piękne odbitki. Jeździliśmy na plenery, czasem cudem unikając tarapatów. Tak (tam?) się poznaliśmy.

Ola i Tomek to moi znajomi z czasów, kiedy fotografowałam jeszcze jako nastolatka. Robiłam wtedy dużo portretów kobiet (a właściwie – dziewczyn, były to bowiem moje rówieśniczki). Oni też fotografowali, dobrze pamiętam nieco bardziej reporterskie, piękne i prawdziwe kadry Tomka. Aż w końcu pewnego dnia Tomek do mnie napisał, że będzie ślub. A ja, że nie mogę, bo mam poważne, macierzyńskie plany. (:D) I tak się wszystko poskładało, że kiedy oni ślubowali sobie, że już na zawsze, ja akurat trzymałam na rękach moją dopiero co narodzoną córeczkę.

I pewnego dnia napisali, że może zrobimy razem plener. Roztoczański, bo to stąd jesteśmy. Zielony, spokojny, szumiący. I że możemy jechać, gdzie tylko chcę. I wiecie co? Ułożyłam trasę po moich najkochańszych miejscach na Roztoczu. Zaczęliśmy w lesie w Malewszczyźnie – czystym i cichym, z dywanem mchu (kocham to określenie!). Potem zatrzymaliśmy się przy polach amarantusa. Mam pewien sentyment do drogi, przy której są różowo-czerwone, amarantusowe plony. W pobliżu znajduje się dom rodzinny mojej kochanej babci, który to zawsze był dla mnie zagadkowy, pięknie wiejski. I na koniec najpiękniejszy Majdan Sopocki – moja coroczna baza, w której chłonę spokój, zostawiam smutki, oglądam zachody słońca.

Plener ten był dla mnie czymś szalenie ważnym. Bo dla nich, bo dla dobrych dusz – znajomych, bo w miejscach, które darzę sentymentem. To było takie wspólne odkrywanie odkrytego, nowe zanurzanie się w ciepłych, dokładnie obejrzanych miejscach. A jednak.

Ola i Tomek przywieźli nie tylko miłość, ale i tę fantastyczną, młodzieńczą energię. Poślubną, szczerą radość z tego, że są już jako żona i mąż. A przywieźli to starą Toyotą, którą Tomek z pasją dopieszcza. Auta na zdjęciach nie ma. Musicie jednak uwierzyć na słowo, że wygląda to fantastycznie. 🙂

Zapraszam Was na roztoczański spacer. A jeśli macie ochotę obejrzeć reportaż z ich ślubu, zajrzyjcie do Grzesia i Sary – TUTAJ.