Michalina

Misia. Dziewczyna z Roztocza. Mama tuląca. Jego żona. Obserwator świata. Skrzat. Człowiek lasu.

Tak bardzo tęskniłam do spokojnego, może odrobinę nudnego życia, że pewnego dnia spakowałam całą rodzinę i z pięknego Krakowa wróciliśmy do rodzinnego Zamościa. Tu, obecnie mieszkając tuż obok zabytkowej Starówki, codziennie cieszę się z tego, gdzie jestem. Oddycham lasami i polami, piję kawę z Babunią, spędzam czas z rodziną. Żyję powoli, a moje dni bywają powtarzalne – spokojny poranek, obiad, wyjazd do przedszkola, wieża z klocków. Znowu. I znowu.

Lubię tę rutynę dnia codziennego. Szczęśliwie jednak nie ma jej w mojej pracy.

Na każdy ślub wyjeżdżam rano z tą samą dziecięcą ciekawością tego, co mnie zaskoczy. Ciekawością Tego Dnia i – przede wszystkim! – ludzi. Was, Waszej rodziny i przyjaciół. I tych mnóstwa emocji, reakcji, gestów. Tej niepowtarzalności zdarzeń, zaskoczeń, zupełnie nieprzewidzianych w scenariuszu.

 

Pracuję głównie na terenie Lubelszczyny, Podkarpacia, Małopolski i Mazowsza. Ale pięknym ślubom w najdalszych zakątkach Polski (świata!) mówię jej, tak!